20.08.2017

rozdział 2: powinniśmy iść tam razem, a później na randkę

Rafinha
Korsyka
Pozostało: 28 dni
                Ten dzień miał być przeznaczony tylko dla naszej szóstki. Thiago wynajął większy samochód, więc mogliśmy pojeździć po wyspie. Do Gali i Gabiego przyjechała wyspecjalizowana kadra opiekunek, czyli rodzice Julii i jeden z jej starszych braci z dziewczyną, którzy mieli spędzić tu dwa dni, a później jedni mieli wylecieć do Włoch, a drudzy dalej, bo do Azji.
                Zapakowaliśmy się wszyscy z podręcznymi plecakami do samochodu. Zrobiliśmy to bardzo szybko, bo raczej nie chcieliśmy by Julia i Mel się rozmyśliły i nie chciały zostawić dzieci. Podczas wcześniejszych świąt, gdy tamci wybrali się do Dubaju, Bartra był o krok pozostania w domu, bo Meli zastanawiała się czy jednak chce zostawić na tyle Galę u rodziców. Ostatecznie, jak się później okazało, spędzili we czwórką świetnie czas.
                Od początku drogi, Julia próbowała zrobić nam wszystkim idealne zdjęcie w podróży. Siedziała z przodu obok kierującego Thiago i z wyciągniętym kijem do zdjęć, szukała idealnego ujęcia. Zaraz za nimi siedzieliśmy z Erin, a za nami Marc i Melissa.
                - Okej, jedno poszło już w świat – powiedziała blondynka i odłożyła telefon do torebki, a w tym samym czasie Erin wyjęła swój z kieszeni. Przysunąłem się do niej i oparłem o ramię. Otworzyła aplikacje Instagramu, gdzie od razu pojawiło się nasze zdjęcie z samochodu. Od razu się uśmiechnęła i polubiła je. To niesamowite jak w przeciągu niespełna minuty, pojawia się tyle polubień i komentarzy pod jakimkolwiek postem kogoś bardziej znanego.
                - Jesteście świetni. – Erin zaczęła czytać poszczególne komentarze. – Bracia Alcantara są niesamowicie przystojni. Bartra także – przeczytała śmiejąc się. – Co mogę zrobić by też poderwać seksownego piłkarza, @juliavigas @melissajimenezgp @erin2santos?? – zaakcentowała.
                - Poczekać aż to oni zaczną podrywać – zaśmiała się Mel. W sumie.. Jimenez miała rację, bo każdy z naszej trójki jako pierwszy wykonał ten krok. To Thiago pierwszy podszedł na plaży do Julii, Marc pierwszy odezwał się do Melissy, po którymś wyścigu motocykli i ja, który prosto z mostu któregoś razu powiedziałem do Erin, że powinniśmy się umówić na prawdziwą randkę. Każdemu to wyszło na dobre, bo tamci doczekali się już dzieci, a ja za niecały miesiąc ożenię się z siostrą najlepszych kumpli, z którą na początku szczerze się nie cierpiałem.
                Wpadła do mieszkania niczym burza. Wiedziała, że o tej porze zwykle nie ma naszego ojca, a Thiago ma dziś wyjazdowy mecz, więc byłem tylko ja. Stanęła centralnie przed telewizorem, skutecznie mi go zasłaniając, ale ja niewzruszony, nadal leżałem rozłożony na kanapie z pilotem w jednej dłoni i puszką napoju energetycznego w drugiej. Udawałem, że fakt iż wpadła tu wściekła niczym osa wcale na mnie nie wpływa, choć wewnątrz czułem satysfakcję, bo domyślałem się o co może chodzić.
                - Dlaczego powiedziałeś Sergio, że ze sobą chodzimy? – Skrzyżowała ręce na piersiach i wbiła we mnie swoje przenikliwe spojrzenie. – Zrobiłeś mi to na złość, prawda? Wiedziałeś, że mi się podoba! – krzyknęła.
                - Mogłabyś mi odsłonić? – zapytałem, a ta zrobiła się cała czerwona ze złości i wyłączyła telewizor dużym guzikiem.
                - Chciałam by zaprosił mnie na imprezę w szkole, a ty specjalnie poszedłeś i powiedziałeś, że niby jestem twoją dziewczyną! – pisnęła.
                - W takim razie ja z tobą pójdę na tą imprezę. Jestem o wiele lepszym tancerzem niż ten twój Sergio. – Odłożyłem puszkę, pilot i podniosłem się z miejsca, po czym podszedłem do niej.
                - Chciałbyś! – prychnęła i przewróciła oczami, co chyba bardzo w niej lubiłem.                 - To inaczej, zapraszam cię na tą imprezę! – Uśmiechnąłem się szeroko. Mogło to dziwnie zabrzmieć, bo to była zabawa w jej szkole, więc to ona powinna mnie zaprosić, ale wtedy nie zwracałem uwagi na takie coś.
                - Ale ja nigdzie z tobą nie idę.. Wybij sobie to z głowy.
                - A ja uważam, że powinniśmy iść razem. A później na randkę – dodałem, a ona najpierw zamrugała powiekami, a później otworzyła szeroko oczy. Jako dzieciak tego nie dostrzegałem, ale z czasem wiedziałem, że Erin cholernie mi się podoba i stąd te częste sprzeczki i wrogość. I musiało minąć pięć lat od naszego pierwszego spotkania, bym w końcu powiedział to na głos, że chcę czegoś więcej niż tylko przyjaźń. Miałem tylko nadzieję, że dobrze odbierałem niektóre znaki z jej strony i nie dostanę wielkiego kosza.
                - Rafa usuwał wszystkich konkurentów na początku – zaśmiała się Erin i pocałowała mnie w policzek.
                - Jakich wszystkich? Tylko tego bufona, który zaprosił trzy laski jednocześnie na jedną imprezę – odpowiedziałem ze śmiechem, a ona pokręciła głową.
                - Myślisz, że nie wiem o tym, że wcześniej nastraszałeś chłopaków z La Masii moimi starszymi braćmi? Albo jak powiedziałeś, że mnie nie ma, gdy Jose do mnie przyszedł?
                - Wydało się – wyśmiał nas Thiago. – Już wtedy wam powtarzałem, że kto się czubi ten się lubi.
                - Oj no już.. Wystarczy. Ty się lepiej skup na drodze. – Przewróciłem oczami, a Erin i reszta tylko cicho się zaśmiała. No tak było, że na początku jakoś wstydliwie podchodziłem do tego, by się przyznać, że Erin mi się podoba, ale to było lata temu. Teraz inaczej bym się do tego zabrał, ale na szczęście nie muszę. Poszedłem wtedy z Erin na tą imprezę i bawiliśmy się świetnie. I Dos Santos nie żałowała, że nie poszła z tym całym Sergio, bo tak się wszystko potoczyło, że dwa tygodnie później już byliśmy parą i na szczęście tak już zostało do teraz.
                - Daleko jeszcze? – zawył Bartra, rozluźniając atmosferę.
                Po jakiejś godzinie byliśmy na miejscu. Dotarliśmy do Piany, gdzie znajdywał się najpiękniejszy klif na wyspie. Zostawiliśmy samochód na parkingu niedaleko punktu widokowego, zabraliśmy nasze rzeczy i wyszliśmy obejrzeć okolicę. Trafiliśmy później na szlak, który przemierzyliśmy podziwiając cudowne widoki. Szliśmy po woli.. Z mojego powodu. Moje kolano jeszcze nie było gotowe na długie i szybkie wyprawy. Z jednego miejsca mogliśmy zobaczyć plażę, a z drugiego skalistą przepaść z wodą. Doszliśmy jeszcze w miejsce położone nisko, gdzie brzeg był łagodny i po całej drodze w upale, nie mogliśmy odmówić sobie orzeźwiającej kąpieli w morzu.


  
 Erin
Ajaccio, Korsyka
Pozostało: 27 dni
                Wyłączyłam suszarkę do włosów i odłożyłam ją na półkę w łazience. Drzwi obok mnie się rozsunęły i do środka wszedł Rafael w samych bokserkach i rzucił na szafkę czysty ręcznik. Stanął za mną i przytulił się, opierając swoją głowę o moje ramię. Spojrzałam w nasze odbicie w lustrze i uśmiechnęłam się.
                - Jest cudownie – powiedziałam, a on zaczął nami delikatnie bujać.
                - No widzisz, a nie chciałaś jechać – zaśmiał się i ucałował mój policzek. – Przynajmniej odkąd tu jesteśmy, nie bierzesz się za pracę!
                - Bo Dolores specjalnie nic mi nie zostawiła! – jęknęłam.
                - Wie, że gdyby ci coś dała, siedziałabyś na plaży pod parasolem i czytała coś co pewnie nie nadawałoby się nawet do jakiejkolwiek obróbki.. – śmiał się, ale tak naprawdę miał całkowitą rację. Mogłabym tak pewnie zrobić. Lubię czytać, a nie lubię gdy zalega mi coś niezrobionego. Miał tez rację co do treści, bo duża większość tego co dostajemy, nie przechodzi dalej. Są ludzie, którzy mają dar do pisania i przez to powstają wspaniałe książki oraz ci, którzy liczą na łut szczęścia, napiszą byle co i chcą wspiąć się na wyżyny. Całe szczęście, u nas to tak nie funkcjonuje.
                - Nie filozofuj już tylko wchodź pod ten prysznic, bo jak zwykle będziemy ostatni. – Przewróciłam oczami i uderzyłam go lekko w ramię, po czym wyszłam z łazienki. Pomimo tego, że był to nasz ostatni wieczór na Korsyce, postanowiliśmy posiedzieć wspólnie w pokoju Thiago i Julii, bo po pierwsze, był największy i po drugie, mieli dostęp do większego balkonu. Potrafili się ustawić, rezerwując sobie pokój, bo pracuje tu jakiś dawny znajomy Julii. Wyjęłam z szuflady swoją bieliznę i czyste ubrania, po czym usłyszałam szum wody z prysznica. Ubrałam się i podeszłam do szafki by zabrać swój telefon. Na ekranie widniały trzy nieodebrane połączenia od mojej mamy, jedno po drugim. Przez głowę przeszły mi różne myśli, że mogło się coś stać, ale gdy oddzwoniłam i na dzień dobry dostałam wykład, że powinnam od razu odbierać od niej telefon, bo jestem na wyjeździe i mogło mi się coś stać, stwierdziłam, że po prostu dzwoni dowiedzieć się co u nas.
                - Mamo, nie przesadzaj. Byłam w łazience, a poza tym zapomniałam włączyć dźwięk – powiedziałam i wyszłam na balkon. Oparłam się o balustradę i spojrzałam na obraz miasta. – Co u was?
                - W porządku. Chłopcy dziś się rozjechali, więc znów się zrobiło pusto – westchnęła. – Wy jutro już wracacie? Opowiadaj.
                - Tak, popołudniu mamy samolot prosto do Barcelony. Fajne miejsce, trochę pojeździliśmy po okolicy, ale dużo do mówienia, więc zrobimy to, gdy będziecie oglądać zdjęcia.
                - No mam nadzieję. A wiesz córeczko, tak dziś rozmawiałam z Valerią i pomyślałyśmy, że może jednak wybierzecie ten drugi wystrój i rozstaw namiotu na przyjęcie. Co o tym myślisz?
                - Myślałam, że ta kwestia już jest zamknięta… - Zmarszczyłam brwi. – Poza tym, wszystko inne jest już dobrane pod kolor. Mi i Rafie bardziej odpowiada ta pierwsza wersja.
                - Ale…
                - Mamuś, wiem, że chcecie dobrze, ale chcemy już tego zmieniać, dobrze?
                - No już dobrze, dobrze… Tak tylko myślałyśmy. A rozmieszczenie gości już macie? Bo wiesz, że ciotka Mercedes nie może siedzieć blisko żony wujka Paolo.
                - Spokojnie – zaśmiałam się. – Pamiętam o wszystkim. Mamy jeszcze do tego sporo czasu!
                - Tak się wydaje, ale to minie szybko.. – mruknęła. Był to typ, który musi mieć wszystko na już. Pierwszy raz organizuje ślub swojego dziecka, więc wariuje. Chłopaki tylko na każdym kroku mówią mi jak bardzo są mi wdzięczni, że przyjęłam oświadczyny Rafy i zabraliśmy się za planowanie ślubu, bo nie mogli już wytrzymać ciągłych pytań o to, kiedy oni w końcu się ożenią. Na jakiś czas mieli spokój. W szczególności Eder, bo jest najstarszy. Po chwili usłyszałam rozsunięcie się drzwi łazienki, więc odwróciłam się i zobaczyłam ubranego już Rafaela.
                - Muszę już kończyć, bo reszta na nas czeka – powiedziałam. – Pozdrów tatę. Buziaki. Pa! – skończyłam szybko, nie czekając na jej odpowiedź. Rozłączyłam się i wróciłam do pokoju. – Mama, próbowała bawić się w organizatorkę naszego wesela. – Schowałam telefon do kieszeni i zamknęłam za sobą drzwi balkonowe. – Ale szybko zgasiłam jej zapał – dodałam zadowolona, na co Rafa tylko się zaśmiał.


                Gabriel smacznie spał w swoim łóżeczku, a Gala chwilę temu zasnęła na środku łóżka, oglądając bajki w telewizji. Nasza szóstka siedziała na balkonie i korzystała z dobrze wyposażonego pokojowego barku. Widok stąd był cudowny, wprost na samo morze i pobliską plażę, na której w tym momencie odbywała się impreza. Jak każdego wieczoru. Narzekałam na ten wyjazd, ale naprawdę pomógł mi podładować baterie i trochę odsapnąć.
                - Popatrzcie jak to wszystko na przestrzeni tylu lat mogło się pozmieniać – powiedział Marc i spojrzał najpierw na Thiago i Julię, a później na mnie i Rafaela.
                - Co masz na myśli? – zapytała Melissa, a jej facet tylko zaśmiał się pod nosem. Popatrzyłam bokiem na Thiago, a on na mnie, po czym zaczęliśmy się śmiać. Tylko domyślaliśmy się na jaki temat Marc zaraz zacznie mówić. – Serio, o co chodzi?
                - Według wszystkich w szkółce, to Thiago zawsze swatali z Erin, a nie Rafą – wtrąciła Julia, a Marc pokiwał głową. Czyli do tego zmierzał. Meli wiedziała, że znam chłopaków od małego i z Rafą jestem już długo, ale jakoś nigdy nie wspominaliśmy o naszych ciężkich początkach. W tym momencie Jimenez zrobiła wielkie oczy, więc Marc też nigdy jej o tym nie mówił.
                - Byłam z nich wszystkich najmłodsza, więc mi dokuczali, a gdy Edera nie było w pobliżu, to Thiago stawał w mojej obronie.
                - Później poszło to między rodziców, więc już w ogóle planowali nam ślub – dodał Thiago. – Zabawne to zawsze było!
                - Nie brałam wtedy nawet pod uwagę tego, że mogłabym być z którymś Alcantarą – zaśmiałam się i spojrzałam na Rafę, po czym ścisnęłam jego dłoń. Za dzieciaka bardzo lubiłam Thiago, ale nie tak jakby się mogło wydawać. Był takim moim dodatkowym starszym bratem, bo od zawsze kumplował się z Joną. Rafę poznałam odrobinę później, a że niesamowicie działał mi na nerwy, całe szczęście nie otrzymał tego miana. Z czasem każde z nas wydoroślało i chyba nawet Rafa potrafi być częściej poważny niż jego brat… Od Mazinho często słyszę, że to moja zasługa. – A później jakoś tak inaczej spojrzałam na Rafinhię – dodałam z uśmiechem.
                - Wtedy to w ogóle był jakiś kosmos… - westchnął Bartra. – Wytrzymać się z nimi nie dało, ale w końcu kto się czubi, ten się lubi, nie?
                Chodziłam w kółko swojego pokoju i myślałam co mam zrobić, bo zostałam zaproszona na imprezę szkolną przez największe ciacho w mojej szkole, a dobrze wiedziałam, że dwa dni wcześniej zaprosił już dziewczynę z przeciwległej klasy. Podszedł, zapytał, a ja tylko wtedy potrafiłam przytaknąć. Teraz byłam zła na siebie, bo nie wiedziałam co zrobić.
                - Olej go! – zawołała Sol, moja przyjaciółka, która siedziała na łóżku i przyglądała mi się ciągle. Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem, bo jak tylko Sergio mnie zaprosił, ona bardziej przeżywała to niż ja. – To znaczy, teraz wiesz, że to dupek i pewnie zaprosi jeszcze jakąś, po czym wystawi was wszystkie! Będziesz się świetnie bawić, wiedząc, że jakieś inne uległy jego urokowi i dalej żyją w nieświadomości, że tak postąpił.
                - Nie chcę iść tam sama.. – jęknęłam i w końcu usiadłam na fotelu w kącie pokoju. Ona nie musiała się martwić, bo szła tam ze swoim chłopakiem.
                - Zaproś jakiegoś kolegę swoich braci! Na złość Sergio! – zawołała, a mi przez myśl przeszło to, że zaprosił mnie dlatego, bo znam piłkarzy. On uwielbiał piłkę i miał świra na punkcie FC Barcelony. – Weź Rafę! – pisnęła nagle i zaklaskała w dłonie.
                - Zwariowałaś?! – Zmierzyłam ją wzrokiem. – W życiu z nim nie pójdę. Nie i kropka. – Skrzyżowałam ręce na piersiach. – Nie ma mowy.
                - Erin, jesteś głupia! Sama się przyznałaś, że ci się podoba!
                - Bo byłam pijana i to nieprawda! – zawołałam od razu. Jakieś dwa tygodnie wcześniej upiłam się po raz pierwszy w swoim życiu, tak naprawdę… Podobno powiedziałam Sol, że zadłużyłam się w młodszym Alcantarze. Była to nieprawda. Oficjalnie. Ostatnio tak jakoś inaczej się uśmiechał, patrzył na mnie i używał przyciągających perfum. Szlak, a Eder zawsze powtarzał by uważać co się mówi po alkoholu, bo to zawsze prawda. – Nie pójdę z nim, bo jeszcze sobie coś pomyśli…
                - Ile razy ci mówiłam, że mu się podobasz?
                - Tyle razy ile ci odpowiadałam, że tylko ci się wydaje.
                - W takim razie idź z tym mięśniakiem i dziel się nim z innymi pustymi lalami. Może zatańczysz z nim co piąty taniec – westchnęła moja przyjaciółka i spojrzała na zegarek. – Muszę już lecieć, bo mnie mama zabije. – Wstała i podeszła. – Do jutra! – dodała i ucałowała mnie w policzek, po czym wyszła.
                - Już nie przesadzaj, Marc.. Nie było tak źle!
                - Zaczęliście rozmawiać normalnie dopiero po tym całym balu! – wtrącił się Thiago.
                - Tak czy siak, ja ich już pamiętam jako słodką parę, która wiedziała o sobie praktycznie wszystko. – Julia rozlała końcówkę białego wina pomiędzy mój i swój kieliszek. – I później tylko nie dowierzałam, gdy Thiago opowiadał mi o ich wszystkich kłótniach.
                - Jesteście po prostu niesamowici! – zaśmiała się prezenterka. Czy jesteśmy niesamowici? Nie nazwałabym tak tego. Po prostu długo zajęło nam zdanie sobie sprawy z tego, że kiedyś i tak skończymy razem. Przez pięć lat uprzykrzaliśmy sobie życie, by później w przeciągu dwóch tygodni zapoczątkować zgodny, zabawny i nienudny związek. 


***
Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, że mnie tu tyle nie było, ale wakacje lecą za szybko... 
Kto nie widział, zapraszam > JESZCZE RAZ na wattpad :)