07.10.2017

rodział 3: będzie tak jak my będziemy chcieli!



Erin
Ajaccio, Korsyka/Barcelona, Hiszpania
Pozostało: 26 dni
Przed południem byliśmy już całkowicie gotowi do opuszczenia hotelu. Wpakowaliśmy nasze rzeczy do bagażnika samochodu, po czym wymeldowaliśmy się z pokoju. Samolot do Barcelony mieliśmy mieć dopiero po osiemnastej, więc mieliśmy jeszcze sporo czasu dla siebie. Reszta naszej ekipy postanowiła zostać dziś w hotelu i upewnić się, że wszystko spakują. Nam zajęło to tylko godzinę, więc wolę nie myśleć ile im to zejdzie, gdy znajdą wszystkie rzeczy Gabriela i Gali. Tym bardziej, że byli tu już wcześniej niż my.
Razem z Rafą wybraliśmy do miasta. Taki spacer tylko we dwoje. Chcieliśmy jeszcze coś kupić dla siebie i zobaczyć to, czego nie zdążyliśmy. Też nie chciałam iść bardzo daleko, bo Rafa uparł się, że kule zostawi już w samochodzie.
Idąc deptakiem, zauważyliśmy młodą parę z fotografem na sesji. Ona miała białą, krótką sukienkę z czerwonym pasem i czerwone tenisówki, a on czerwony krawat i takie same buty. Wyglądali naprawdę fajnie.
- Za niecały miesiąc my też tak będziemy wyglądać – powiedziałam zadowolona. Zatrzymaliśmy się i oparliśmy o balustradę, oddzielającą plażę od chodnika.
- Co ty? My będziemy wyglądać lepiej – prychnął żartobliwie Rafa i objął mnie ramieniem. – Będzie pięknie!
- Będzie, jeżeli nasze mamy przestaną podsuwać nam swoje wizje – zaśmiałam się.
- Nie przejmuj się nimi. Jeżeli kochana Valeria zacznie wariować to David ma ją przypilnować – odpowiedział Rafa i złapał mnie za rękę. – Będzie tak jak my będziemy chcieli, obiecuję! – dodał. – Chodź, zjemy coś. Jestem piekielnie głodny! – Pociągnął mnie za rękę w stronę budynków, gdzie znajdowały się bary i sklepy z pamiątkami.
Usiedliśmy sobie na tarasie klimatycznej, typowo włoskiej restauracji i zamówiliśmy dużą pizzę, ja w dodatku jeszcze sałatkę. Gdy kelnerka przyniosła nam to do stolika, mi aż zaświeciły się oczy. Wszystko wyglądało przepysznie, a ja dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że chyba byłam jednak bardziej głodna niż mój narzeczony, którzy przez cały czas się ze mnie nabijał. No dobrze, może i jestem mała i drobna, ale potrafię zjeść dużo… Mama zawsze śmiała się, że lepiej jest mnie ubierać niż żywić. Nie raz też powtarzała to Rafie, ale jemu to wcale nie przeszkadzało. Odkąd zaczęliśmy się spotykać, zawsze gdy do mnie przychodził, przynosił coś słodkiego ze sobą. Niby sam nie mógł, bo dieta piłkarska, ale przecież nawet jeżeli, nie wydałabym go...
- Dostałem rano maila z zaproszeniem na obóz piłkarski. Po tym weekendzie – powiedział spokojnie, wpatrując się w ekran swojego telefonu, na którym miał otwartą skrzynkę. – Trzy dni, a dzieciaki się ucieszą – dodał.
- W końcu sam na sam z Neymarem – poruszyłam brwiami, a on podniósł wzrok i zaśmiał się.
- Wiem kochanie, że zawsze będziesz o niego zazdrosna, ale w końcu musisz zaakceptować ten związek… - westchnął. – Jednak pamiętaj, będąc z nim, moje myśli zawsze są przy tobie.
- Biedny Ney, dobrze, że tego nie słyszy. Załamał się by się biedak. – Zrobiłam smutną minkę, a po chwili buchnęłam śmiechem i zabrałam się za kontynuowanie jedzenia swojego kawałka pizzy. - I wiesz, że masz nie wariować na boisku! - dodałam poważniejszym tonem.
- Spokojnie. Ja tam będę tylko do ozdoby. To Neymar będzie gwiazdą. - Machnął ręką.
- Powiedzmy, że się zgadzam! Masz uważać na kolano. To samo powiem Neyowi.
- Jesteś najlepsza!
- No wiem... - Udałam, że się zawstydzam - Ja coś dla siebie znajdę. – dodałam, a on popatrzył na mnie i chciał coś od siebie dodać. – Tak, wiem, masz wspaniałą dziewczynę. – Uśmiechnęłam się szeroko, a on tylko pokręcił głową i wrócił do jedzenia.


Na lotnisku w Barcelonie czekała już na nas grupa powitalna, a właściwie to grupa naszych szoferów. Po Bartrę przyjechał jego brat bliźniak, który od razu miał ich odeskortować do Sant Jaume dels Domenys, do ich rodziców. Jak to wspominał Marc jeszcze w samolocie, mieli spędzić kilka naprawdę rodzinnych dni.
- Są, cali i zdrowi. Mówiłem ci – odezwał się Diego, zaraz po tym jak do nich podeszliśmy. Od razu spojrzeliśmy pytająco na niego i stojącą obok Thaisę, która rzuciła niezadowolone spojrzenie swojemu chłopakowi.
- Śniło się jej, że czekaliśmy na was, ale długo nie przychodziliście – powiedział szybko Mazinho, a ta uczyniła to samo co przed chwilą do Diego.
- No co ty? Ja bym miał do ciebie nie wrócić? Kto by ci wtedy grał na nerwach? – zaśmiał się Rafinha i szturchnął ją łokciem.
- Bardzo zabawne, wiesz? – Wykrzywiła się bratu i podeszła do Julii, by przejąć od niej nosidełko z Gabrielem. – No cześć, kochany! Ciocia się za tobą stęskniła.
- Kiedyś tak czule się z nami witała – jęknął Thiago i spojrzał na Rafę oraz ojca.
- Teraz tą miłość przelewa na twojego syna i Diego – zaśmiała się Julia. – Chodźmy już, bo jestem zmęczona!
- No to do zobaczenia, zdzwonimy się! – odezwała się Melissa i pożegnaliśmy się, po czym odeszli w innym kierunku. Zabraliśmy nasze bagaże i skierowaliśmy się w stronę dwóch samochodów. Julia z Thiago i ich synem zabrali się z Mazinho, a ja z Rafą z Thaisą i Diego.
- Ty jesteś pewny, że chcesz dać jej kierować? – zapytał Rafa, gdy jego siostra usiadła na miejscu kierowcy, a on obok niej. Dziewiętnastolatka była świeżo upieczonym kierowcą i ciągle rwała się do prowadzenia samochodu, ale w sumie to się nie dziwiłam. Ciągle szukała okazji, gdy jeździła z ojcem, Diego lub Rafą. Ze mną było podobnie. Tylko z początku żaden z braci nie chciał mi dać usiąść za kierownicę swojego samochodu. Do tej pory nie wiem czy bali się o mnie czy o swoje cztery koła… Najważniejsze było to, że pierwszymi osobami, które nie przestraszyły się usadzić mnie za kierownicą byli Rafael i mój przyszły teść. Pamiętam to jakby ten dzień był wczoraj. Czekaliśmy na Mazinho na stacji kolejowej po powrocie z weekendu w Vigo u mamy Rafy i gdy już się zjawił, zaproponował bym ja poprowadziła. W pierwszej chwili byłam przerażona, bo jednak samochód nie był byle jaki, ale też i podekscytowana. Dojechaliśmy do mieszkania bez szwanku i jeszcze zostałam pochwalona za świetną jazdę. Już wtedy wiedziałam, że będę miała świetnego teścia!
- A to może wolisz za nami biec? – odgryzła mu siostra i przekręciła kluczyk w stacyjce. – W sumie miałabym niezły ubaw patrząc w lusterka.
- Coś ci się ostatnio żart wyostrzył, Thaisa! – zaśmiał się mój narzeczony. – No już, już. Jedź. Ja tylko zapnę pasy – dodał i rzucił jej to jego trochę wyśmiewające spojrzenie.
- Erin, przypomnij mi… Co ci się w nim takiego spodobało? Bo ja naprawdę nie mogę cię zrozumieć… - westchnęła ciężko, a ja zaczęłam się śmiać.
- A znasz takie powiedzenie, że miłość jest ślepa? W moim przypadku też głucha i czasami niema. – Szeroko się uśmiechnęłam, przez co przód zaczął się śmiać, a Rafa udał obrażonego.




Rafael
Barcelona, Hiszpania
Pozostało: 25 dni
Gdy Erin wyszła rano do pracy, ja wybrałem się na siłownię, a później pograłem na nerwach chłopakom w biurze The Player Managment. Przypadkiem dowiedziałem się, że Julia wyszła na zakupy z Antonellą i Eleną, więc wyciągnąłem Thiago z Gabrielem na miasto. To znaczy, połaziliśmy z wózkiem trochę po parku, gdzie ciągle czuliśmy na sobie wzrok kobiet, bo przecież facet z wózkiem ponoć jest najbardziej wypatrywanym towarem, a później usiedliśmy w ogródku restauracji by zjeść jakiś obiad.
- W ogóle, jak przygotowania? – zapytał Thiago, ładując sobie do buzi porcję makaronu.
- O dziwo bardzo dobrze! W przyszłą środę wysyłamy ostateczną listę gości, a pojutrze mamy jechać we trójkę z ojcem do ostatniej przymiarki, pamiętasz?
- Jasne. Mam to gdzieś nawet zapisane.. To znaczy, Julia zapisała. – Uśmiechnął się pod nosem. – I myślałem, że nie chcieliście mieć drużbów przy ołtarzu. Tylko świadków.
- No tak. I nic się pod tym względem nie zmieniło. Czemu pytasz? – Zmarszczyłem brwi i spojrzałem zdziwiony na brata.
- Rozmawiałem rano z mamą i ona coś wspomniała, że musi porozmawiać z Erin i resztą dziewczyn co do sukienek, ale skoro tak mówisz… Pewnie coś pokręciłem. – Machnął ręką i zajrzał do wózka, upewniając się, że chłopiec wciąż drzemie.
            - Nic o tym nie wiem, ale zapytam później Erin.. – Zamyśliłem się.
- Ehhh… Mój braciszek się żeni! – zaśmiał się po chwili ciszy. Spojrzałem na niego. Szeroko się uśmiechał i patrzył na mnie przeszywającym spojrzeniem. – Twoje psychofanki będą załamane… - westchnął, a ja zacząłem się śmiać, bo takie same słowa skierowałem do niego na kilka dni przed jego ślubem.
- Pragnę ci przypomnieć, że żenię się będąc w tym samym wieku co ty.                                             
- No, ale… Nie oszukujmy się! Dla mnie nadal jesteś tym młodszym, na którego trzeba mieć oko.
- Głupoty gadasz – odpowiedziałem szybko.  – Czasami potrafię się lepiej zachować od ciebie. – Machnąłem ręką.
- To jeszcze będziemy musieli przedyskutować! – Oburzył się ze śmiechem, po czym kelnerka przyniosła talerze do naszego stolika. – Dziękujemy – powiedział mój brat. – I smacznego. – Zwrócił się do mnie.


Wszedłem do mieszkania i odwiesiłem swoje klucze na haczyk. Komplet mojej narzeczonej wisiał obok, a w mieszkaniu były włączone lampy. Zdjąłem buty i ruszyłem w głąb pomieszczenia.
- Jest i mój kochany pracoholik – zaśmiałem się i podszedłem do Erin, która siedziała przy kuchennej wyspie przed laptopem. Objąłem ją od tyłu i położyłem głowę na jej ramieniu.
- Właśnie skończyłam. – Zamknęła klapę komputera i odwróciła głowę, by dać mi buziaka. – A ty? Co dziś ciekawego robiłeś? Gdzie byłeś?
- Trochę tu, trochę tam… - Wzruszyłem ramionami. – Byłem u ojca, widziałem się z Thiago… A właśnie! – Przypomniałem sobie. – Rozmawiałaś może dziś ze swoją albo moją mamą? – zapytałem, a ona zmarszczyła czoło.
- Valeria dzwoniła, ale nie mogłam wtedy rozmawiać. Obiecałam, że oddzwonię.. To coś pilnego?
- Nie wydaje mi się. Przynajmniej tak myślę, po tym co dziś mi powiedział mój brat. – Odszedłem od niej, drapiąc się po karku. Wyjąłem z lodówki dzbanek z sokiem i nalałem sobie trochę do czystej szklanki. – Podobno zgodziłaś się na druhny i macie wybrać sukienki.
- Co? – Erin zrobiła wielkie oczy i zamrugała kilkukrotnie. – Z nikim na ten temat nie rozmawiałam, a poza tym było ustalone, że razem z nami przy ołtarzu stoją tylko Julia i Thiago.
- To samo mu powiedziałem, a on, że może jednak coś pokręcił. – Wzruszyłem ramionami.
- Poczekaj… Dostałam dziś rano od mamy maila z kilkoma zdjęciami różnych bukietów, chociaż dobrze wiedziała, że temat kwiatów już dawno zamknęliśmy. – Zamilkła na chwilę. – Rafa, mam wrażenie, że one chcą przejąć kontrolę nad naszym ślubem i weselem! – jęknęła.
- Przestań. – Odłożyłem szklankę na blat i usiadłem na stołku obok niej. – Miało być tak jak my tego będziemy chcieć i tak będzie.
- Mam taką nadzieję… - westchnęła i wzięła do ręki swoją komórkę. Wybrała numer i przystawiła ją do ucha. – Tak, już jestem w domu – odpowiedziała do telefonu. – Jasne, że pamiętam. Odbiorę swoją mamę z lotniska, a Thaisa ma pojechać po was na stację. – Zaczęła się bawić długopisem, który leżał przed chwilą na blacie. – Chłopaki też mają wtedy przymiarkę. – Spojrzała na mnie. – Ale… - zająknęła się. – Nic nie chcemy zmieniać. – Zmarszczyłem brwi. Byłem niemalże pewien, że moja mama poruszyła kwestię ilości świadków przy ołtarzu. Ja widziałem to, że moja mama i Liliana coraz częściej chcą wcisnąć nam swoje pomysły, ale chciałem uspokoić Erin, że wszystko będzie dobrze. Gdy zaczną przesadzać, poproszę Davida by porozmawiał na ten temat z moją mamą. – Wiem, że Julia z Thiago tak mieli, ale my chcemy to zrobić po swojemu – powiedziała. – Tak, Rafinha też już jest w domu… Oczywiście. Do zobaczenia. – Szatynka odłożyła telefon, nabrała powietrza w usta, po czym je wypuściła. – Teraz tylko brakuje, by moja mama zadzwoniła z tymi bukietami i wyjdę z siebie.
- Chcą dobrze – zaśmiałem się i ucałowałem ją w czoło. – Nikt nam nic nie zmieni.
- Jestem już dziś zmęczona. Pójdę pod prysznic, a później włączymy jakiś film, hmm?
- Jasne. – Uśmiechnąłem się. – Idź, a ja zrobię popcorn – dodałem.
- Jesteś najlepszy! – Pochyliła się i dała mi długiego, słodkiego buziaka, po czym podniosła się z miejsca i wolnym krokiem skierowała do łazienki.
Mi nie zależało na dużym weselu. Chciałem mieć tylko przy sobie kilka najbliższych osób i ją u swojego boku. Ślub mógłby odbyć się gdziekolwiek. Nawet w jakimś malutkim, wiejskim kościółku na obrzeżach. Erin wpadła w wir planowania, a swoim entuzjazmem wkręciła także i mnie. Mieliśmy podobne gusta, więc podobały nam się praktycznie te same rzeczy. Nigdy nie pomyślałbym nawet, że będę zajmował się dobieraniem koloru kwiatów do koloru serwetek! Co te kobiety z nami robią… Tak samo cieszyliśmy się z tego, że udało nam się zarezerwować hotel na wybrzeżu Nayarit i że będzie tak jak sami tego chcemy. Teraz okazuje się, że im bliżej wydarzenia, to nasze matki mają coraz więcej do powiedzenia. Dlatego nie dziwiłem się tej irytacji Erin. Przynajmniej ja powinienem zachować w tej sytuacji zimną krew. Gdybyśmy oboje zaczęli świrować, coś na pewno nie poszłoby po naszej myśli.
Wyjąłem z szuflady paczkę popcornu i włożyłem ją do mikrofali. Nastawiłem temperaturę i czas, po czym usłyszałem dźwięk swojej komórki. Wyjąłem ją z tylnej kieszeni jeansów i spojrzałem na wyświetlacz. Wiadomość multimedialna od nieznajomego mi numeru. Zdjęcie przedstawiało ciało kobiety w skąpym stroju kąpielowym, od szyi do pasa. Od razu pomyślałem, że to jakaś pomyłka i zaśmiałem się na samą myśl tego co wewnętrznie będzie przeżywać ta dziewczyna, gdy jednak okaże się, że pomyliła numery. Skasowałem wiadomość, odłożyłem telefon, wyjąłem popcorn i przesypałem go do miski. Przeszedłem na kanapę i rozpocząłem poszukiwania czegoś konkretnego w telewizji, w oczekiwaniu na swoją narzeczoną. 


W końcu udaje mi się coś dodać! Tylko nie bijcie za kolejny taki odstęp czasowy... 
Zaczęłam studia, trochę wciąż pracuję, ale mam nadzieję, że znajdę dalej trochę czasu na pisanie :)