18.06.2017

rozdział 1: głupek do kolekcji

Erin
25 maja 2017 r. Barcelona, Hiszpania
Pozostało: 30 dni
                               Obudził mnie dźwięk czajnika, w którym gotowała się woda. Znak, że za chwilę dostanę do łóżka kubek z pachnącą kawą. Drzwi sypialni były otwarte, więc dobrze słyszałam każdą czynność, jaka była wykonywana w kuchni. Uderzenie szafki kuchennej, brzęk uderzających o siebie kubków i wlewanie do nich wrzącej wody.
Było mi dobrze w naszym łóżku i nie miałam najmniejszej ochoty podnosić głowy z poduszki czy wykręcić się ze zwiniętej kołdry. Przymknęłam na chwilę oczy i jakby po kilku sekundach, moje zmysły rozbudził intensywny zapach świeżej kawy z mlekiem i dwiema łyżeczkami cukru. Na stoliku nocnym stał mój kubek, który przywiozłam sobie z ostatniego wyjazdu na Mykonos. Czułam wgłębienie materaca tuż przy moich stopach. Odgarnęłam więc kołdrę i spojrzałam w tamtą stronę. Na końcu łóżka siedział przygarbiony mężczyzna o ciemnej karnacji i idealnym ciele, na które mogłam patrzeć godzinami. Pochylał się nad laptopem, który trzymał na swoich kolanach.
                - I od razu wszystko staje się lepsze – mruknęłam, przeciągając się. Odwrócił głowę i posłał mi delikatny uśmiech. Oderwał się od urządzenia i przyczołgał do mnie, by przywitać mnie soczystym buziakiem. Od razu wsunęłam palec w jego jeszcze mokre włosy, po porannym prysznicu. – Dzień dobry.
                - Dzień dobry. Jak się spało? – Poruszył brwiami i odgarnął kosmyk włosów z mojego policzka. Nic nie mogło być lepszego od pobudki, a wcześniej nocy w jego towarzystwie. 
                - Bardzo dobrze. Nawet nie chce się wstawać… - Spojrzałam na niego i za chwilę na zegarek, wiszący na ścianie. – Musimy lecieć? – Wydęłam ściśnięte usta w geście niezadowolenia.
                - Już im obiecaliśmy – zaśmiał się.
                - Może jednak bym została… Nie oddam nikomu mojego łóżka! – jęknęłam i wtuliłam się mocno w jego poduszkę, przez co on zaczął się śmiać. – Ej, ale ja mówię poważnie! – Skrzywiłam się.
                - Za późno, już się nie wyplączesz! Samej cię tu nie zostawię… – Pokiwał mi palcem przed samym nosem. – Poza tym… Kto będzie mi tam strzelał fochy, gdy spojrzy na mnie jakaś półnaga laska?
                - Że niby ja? To ty będziesz wariował, gdy zagada do mnie jakiś przystojniak! – Uśmiechnęłam się cwaniacko, a on zmierzył mnie wzrokiem. Był cięty w tym temacie, bo wiedziałam, że lubił być o mnie zazdrosny.
Thiago i Marc wraz z ich wybrankami zaproponowali nam wspólne wakacje, ale tak naprawdę wolałam zostać i doglądać przygotowań do ślubu, do którego został już tylko miesiąc. Wszystko było tak załatwione, że mogliśmy zarządzać tym z Barcelony. Rafael był podobnego zdania, bo i tak mieliśmy już zaplanowane wyjazdy niedługo przed ślubem, na które nalegali koledzy mojego narzeczonego i moje przyjaciółki. Jednak udało im się nas namówić, ale tylko na kilka dni.
Thiago, Julia, Marc i Melissa oraz ich pociechy byli tam już od trzech dni, a my mieliśmy do nich dołączyć. Wybrali Korsyke, bo nie była daleko, a jakakolwiek wycieczka z miesięcznym dzieckiem i tak była ryzykowna i męcząca. Jednak oni się uparli.


                Weszłam do wydawnictwa i od razu skierowałam się na schody, by dostać się na drugie piętro, gdzie pracowałam na co dzień. Ominęłam drzwi swojego gabinetu i zapukałam do pomieszczenia obok.
                - Proszę! – Usłyszałam głos swojej szefowej, głównej redaktor, przez które przechodziły wszystkie projekty. Nacisnęłam na klamkę i zajrzałam do środka. Tęga kobieta z krótkimi, czarnymi włosami i surowymi rysami twarzy, siedziała za swoim biurkiem, na którym leżały stosy dokumentów. Na chwilę oderwała się od monitora i spojrzała na osobę, która weszła do jej biura. Na pierwszy rzut oka mogła wydawać się bardzo poważna i despotyczna, jak wiele tak wyglądających szefowych, które mają pod sobą całą firmę. – Erin, wchodź! – Uśmiechnęła się szeroko i zdjęła z nosa okulary. W naszej pracy już chyba każdy dorobił się pary okularów do czytania i pracy na komputerze. Sama takie miałam, chociaż nie narzekałam na swój wzrok.  W jej przypadku, pozory mylą. Dla każdej nowej osoby u nas, udaje surową, ale kto pracuje tu dłużej, wie, że jest ciepłą i wspaniałą kobietą oraz przyjacielem dla każdego. – A ty nie powinnaś się teraz szykować do wyjazdu?
                - Właśnie jestem w drodze na lotnisko – zaśmiałam się i usiadłam na rogu jej biurka. – Ale zdążyłam z tym i chciałam to zostawić. – Wyjęłam ze swojej torebki teczkę, w której spoczywał pierwowzór książki młodej i bardzo zdolnej dziewczyny. Praca, której korekta przypadła mi i byłam z tego bardzo zadowolona.
                - Działasz niczym burza, kochana. – Pokiwała głową. – Ale teraz już sobie odpuść, masz inne sprawy na głowie i musisz dobrze wypocząć! – Pokiwała mi palcem przed nosem. Uwielbiałam ją jako swoją szefową, bo była tu jak taka mama, która chwaliła i karciła, gdy było trzeba. A moja była daleko, więc znakomicie ją zastąpiła. Dlatego tak chętnie przychodziłam do pracy.
                - Dolores, za chwilę masz spotkanie.. – do pomieszczenia zajrzał wysoki, uśmiechnięty chłopak, jej asystent. Kolejny pozytywny punkt tej firmy, pomimo różnic wiekowych, każdy mówił tu sobie po imieniu. – Erin! Co ty tutaj robisz?! – Wszedł do środka, położył dłonie na biodrach i spojrzał na mnie karcąco. – Powinnaś już leżeć na plaży i sączyć drinka przez słomkę, a twój narzeczony obok ciebie! – powiedział, a ja zaśmiałam się.
                - Już uciekam! Tylko mnie nie bijcie.. – Wstałam i zrobiłam krok w stronę drzwi.
                - I przede wszystkim pozdrów Rafaela – powiedział, poprawiając swoją króciutką, ale nażelowaną grzywkę. – Niech się dobrze bawi.. I ty też! – poprawił się. Spojrzałyśmy z Dolores po sobie i zaśmiałyśmy się. Fabian był moim pierwszym przyjacielem w tej firmie i pomógł mi się tu zadomowić. Przeżywał moje zaręczyny bardziej niż ja i ciągle powtarzał jak bardzo mi zazdrości. Chyba jeszcze nie wspominałam, że Fabian jest gejem i od zawsze kocha się w moim mężczyźnie. Gdzieś nadal ma nadzieję, że jednak zostawi mnie przed ołtarzem i zmieni dla niego orientację…
                - Idę, bo czekają na mnie. Do zobaczenia! – zawołałam i wyszłam z gabinetu. Zbiegłam schodami w dół i wyszłam z budynku. Na najbliższym miejscu parkingowym stał sportowy samochód naszego przyjaciela, do którego wsiadłam i odłożyłam torebkę na miejsce obok. Xavi siedział na miejscu kierowcy, a Rafa przede mną.
                - Już wszystko? – zapytał Hiszpan i uruchomił samochód.
                - Macie pozdrowienia od Fabiana.. W szczególności ty, kochanie. – Uśmiechnęłam się szeroko, a Rafa zaśmiał pod nosem.
               

Rafinha
Ajaccio, Korsyka
Pozostało: 29 dni
                Weszliśmy z Erin do hotelowej restauracji i zaczęliśmy się rozglądać za resztą. Po chwili dziewczyna wskazała na stolik niedaleko otwartego wyjścia na taras. Sala była sporych rozmiarów, jasna i przestronna. Sezon na wyjazdy już trwał, więc większość stolików była zajęta. Przeszliśmy pomiędzy nimi i w końcu stanęliśmy przy tym, do którego zmierzaliśmy. Siedzieli przy nim Marc oraz jego narzeczona Melissa, a pomiędzy nimi królowała mała Gala, która w tym momencie zajadała się kanapką ze słodkim dżemem. Dalej siedział roześmiany Thiago i jego żona Julia, a obok nich stał granatowy wózek z moim bratankiem.
                - Dobrze, że już jesteście. Właśnie chcemy coś zaplanować na dziś – powiedziała blondynka i sprawdziła czy mały grzecznie śpi.
                - Proponuję iść najpierw na plażę – wtrąciła Melissa. – Marc obiecał, że zbudują z Galą zamek z piasku.
                - A wy mnie chyba z tym samego nie zostawicie, co? – Bartra spojrzał najpierw na mnie, a później na mojego brata.
                - Tak! Zbuduję duży zamek z tatą i wujkami! – zawołała Gala, której buzia była już cała w dżemie.
                - Teraz to już chyba wyjścia nie mamy – zaśmiałem się do Thiago, a on mi przytaknął. Córka Bartry jest pociesznym dzieckiem i rośnie szybciej niż by się wydawało. Pamiętam zdjęcie, które zrobiłem sobie z nimi jeszcze jak Marc był w Barcelonie i nikt nie pomyślałby teraz, że to ta sama dziewczynka.
Wstaliśmy jeszcze z Erin na chwilę i odeszliśmy do szwedzkiego stołu, żeby zabrać coś na śniadanie. Dziewczyna pierwsza dopadła talerza i zaczęła poszukiwać smakołyków dla siebie, co bardzo mnie rozbawiło. Wstała wcześniej ode mnie, wyszykowała się i marudziła, że nie mogła mnie obudzić, przez co zdążyła zgłodnieć. Nie powiem, że nie robiłem tego specjalnie… W ogóle nasz związek w połowie opierał się na dokuczaniu sobie nawzajem. Uwielbiałem patrzeć jak się złości i nie raz usłyszałem od niej to samo. Podobno jestem uroczy gdy się denerwuję na nią, ale tylko powtarzam jej słowa.


                Poznaliśmy się, gdy miałem trzynaście lat, a ona dwanaście. Przyjechałem z ojcem do Barcelony by dołączyć do szkółki piłkarskiej Dumy Katalonii, tej samej w której od roku był mój starszy brat. Miałem mieszkać na razie w internacie, tak samo jak Thiago, dopóki ojciec nie znajdzie większego mieszkania dla siebie. Miał małą kawalerkę w centrum miasta, nieopodal restauracji, którą prowadził. Zajął się tym jakiś rok wcześniej, po rozwodzie z mamą i po propozycji gry mojego brata w La Masia. Stwierdził, że skoro obaj synowie mają być w tym samym mieście, to teraz koniecznie musi coś znaleźć. Thiago podkreślał, że mieszkanie z taką ilością chłopaków w podobnym wieku jest świetne, ale ja uważałem, że nie ma to jak własny kąt.
Gdy już obejrzałem pokój, w którym miałem mieszkać z dwóją innych chłopaków, pobiegłem zobaczyć jak mieszkał Thiago. Bez zastanowienia nacisnąłem na klamkę i wparowałem do środka. Spodziewałem się porozrzucanych ubrań, bo tak zawsze było po jego części pokoju u nas w domu, a tu było idealnie czysto. Wszystkie trzy łóżka były elegancko zaścielone i nawet nie czułem starych skarpetek. Było tak, gdy odwiedziłem go ostatnio z mamą przed wakacjami.
                - Kim jesteś? – Nagle usłyszałem dziewczyński głosik, a dopiero po chwili zauważyłem, że cały czas siedziała na jednym z łóżek. Skrzyżowała ręce na piersiach i wbiła we mnie swój przenikliwy wzrok. Wydawał się być straszny… Była drobna, miała długie, brązowe włosy i duże, ciemne oczy. Musiałem wyglądać komicznie, bo tak się czułem. Tak jakbym zobaczył ducha. A ona to niby kim była? Nie możliwe, by tu mieszkała, a tym bardziej grała w piłkę!
                - A ty? – Zmarszczyłem czoło.
                - To ja zapytałam jako pierwsza. – Jeszcze bardziej zmierzyła mnie wzrokiem. O ile można jeszcze było…
                - Jestem Rafael i szukam mojego brata. Gdzie jest Thiago? – zapytałem zniecierpliwiony, a w tym momencie poczułem za sobą czyjąś obecność. Odwróciłem się i zobaczyłem Thiago oraz trzech innych chłopaków. Dwóch w naszym wieku i jednego dużo starszego. To musieli być Jonathan i Giovani, a ten trzeci to ich brat, który już studiował w Barcelonie.
                - Miałem właśnie do ciebie iść! – powiedział mój brat i kolejno przedstawił mnie swoim towarzyszom. Nie pomyliłem się, bo faktycznie był to Gio i Jona, a ich brat miał na imię Eder. – A to ich siostra, Erin. – Wskazał na szatynkę, która właśnie podniosła się z łóżka i podeszła.
                - Poznaliśmy się już – rzuciła, mierząc mnie od dołu do góry. – Kolejny głupek do kolekcji. – Zarzuciła teatralnie włosami, po czym wyszła z pokoju i ruszyła prosto korytarzem internatu.
Niedługo później Erin wróciła do Meksyku i nie widziałem jej aż do wiosny, gdy znów przyjechała odwiedzić braci, a kilka miesięcy później przeniosła się do Barcelony i zamieszkała z Ederem. Pamiętam, że długo nie mogła się wykłócić o to z rodzicami, ale chłopaki stanęli w po jej stronie, bo cała czwórka rodzeństwa była i nadal jest bardzo ze sobą zżyta. Z resztą tak samo jak u nas. Eder obiecał, że dobrze zajmie się młodszą siostrą i jakoś zmiękli. Wtedy już widywaliśmy się częściej, bo ja i Thiago mieszkaliśmy z ojcem, a Jona i Gio mogli sami wychodzić ze szkółki po zajęciach. Jednak jeszcze przez jakiś czas, relacje moje i Erin pozostawały takie same jak przy pierwszym spotkaniu.


Zachodziliśmy się ze śmiechu z bratem, gdy widzieliśmy jak zadowolona z siebie Gala skacze po kopcu usypanym na biednym Marcu. Gdy tylko zobaczyła, że niedaleko dwoje chłopców zasypuje tak swojego ojca, plan z zamkiem odszedł daleko. Chcąc czy też nie, Bartra musiał położyć się na piasku, a nasza trójka musiała usypać na nim idealny kopczyk z piasku. W tym momencie wystawała mu tylko głowa.
  - Mama! – zawołała nagle i pobiegła w stronę dziewczyn, które wracały ze spaceru z Gabrielem. – Mamo, zakopałam tatę! – krzyknęła radośnie. Melissa wtedy spojrzała na nas, a po chwili na wielką, piaszczystą górę, spod której wystawała czarna czupryna jej narzeczonego. Julia wtedy popatrzyła na Erin i odwrotnie, po czym zaczęły się śmiać. Gala złapała za rękę swoją mamę i pociągnęła za sobą. Po drodze znalazła dużą muszelkę, z którą znów wdrapała się na szczyt i ją tam zostawiła. W międzyczasie Erin poprosiła jakąś dziewczynę o zrobienie zdjęcia, więc ustawiliśmy się wszyscy, przy kopcu, odsłaniając głowę Marca, który chyba jednak nie był z tego w pełni zadowolony. 

***
Wciąż tylko trochę wstępu! :)